Partnerem serwisu jest firma M.K.Szuster

Wspomnienie: Wiktor Steffen, profesor z Sząbruka

2017-04-26 11:32:46 (ost. akt: 2017-04-26 11:36:45)
Prof. Wiktor Steffen z Sząbruka

Prof. Wiktor Steffen jako doktor honoris causa Uniwersytetu Wrocławskiego

Autor zdjęcia: wikipedia

Dwadzieścia lat temu, dokładnie 29 kwietnia 1997 roku w Poznaniu, zmarł urodzony w 1903 roku w Sząbruku Wiktor Steffen. Należał do bardziej wykształconych Warmiaków okresu międzywojnia. Profesora Steffena wspomina historyk z Olsztyna dr Jan Chłosta.

Nigdy nie zerwał kontaktów z rodzinną ziemią. Ułożył i wydał w 1984 r. słownik gwary warmińskiej i napisał wspomnienia ze swego długiego życia „Moja droga przez życie”. Zostały one dwukrotnie wydane przez olsztyńską oficynę „Pojezierze”: w 1976 i 1987 r., nagrodzone przez tygodnik „Polityka”.
W wieku trzynastu lat przestał chodzić do szkoły w Sząbruku.
Zarządzenie niemieckich władz oświatowych z początku 1917 r. pozwalało na wcześniejsze zwolnienie uczniów z obowiązku szkolnego ze względu na brak rąk do pracy. Odtąd chłopiec pomagał ojcu w gospodarce. Zapewne zostałby rolnikiem, gdyby nie przypadek.
Oto w lutym 1918 r. miejscowy proboszcz ks. Antoni Baranowski zwrócił się do nauczyciela Kisielnickiego z propozycją, aby wskazał mu chłopca, którego mógłby przygotować do podjęcia nauki w gimnazjum, bo poprosił go o to niejaki Robert Preuss z Unieszewa, pragnący poświęcić się stanowi duchownemu. Z dwoma uczniami będzie mu łatwiej. Być może ksiądz liczył na to, że Wiktor również wstąpi do seminarium duchownego. Stąd taki wybór, ale sprawę musieli zaakceptować rodzice. Nauka w gimnazjum łączyła się przecież ze znacznymi kosztami. Ostatecznie ojciec przystał na propozycję.

Wiktor był bardzo szczupłym chłopcem. Przed pierwszą lekcją proboszcz miał go powitać słowami: „Ty biedaku, chcesz studiować? Toć chyba po paru tygodniach odprowadzę cię na cmentarz!” Chłopiec jednak nie chorował, był zahartowany pracą. Lekcje odbywały się codziennie na plebani. Ksiądz Baranowski poświęcał najwięcej uwagi łacinie, językowi francuskiemu i matematyce. Nauka w dużej części polegała na samodzielnej pracy, zwłaszcza gdy chodziło o tłumaczenie niemieckich tekstów na łacinę i francuski.

Wiktor często i głośno powtarzał w domu dla zapamiętania francuskie słowa, przez to i bracia umieli to samo, co on. Po latach, już jako profesor uniwersytetu, wspominał: „Z prywatnych lekcji u księdza Baranowskiego wyniosłem tyle wiadomości, że starczyło mi to niemal na całe gimnazjum. Niedużo musiałem się douczać”.
Poza tym poświęcił w swojej wspomnieniowej książce mało znanemu proboszczowi z Sząbruka takie zdania: „Jeżeli dzisiaj wracam myślą do owych czasów, czuję duże zadowolenie, że solidną pracą mogłem się odwdzięczyć księdzu Baranowskiemu za jego wielki trud, podjęty zupełnie bezinteresownie. Nazwisko wiejskiego proboszcza przemija zwykle po jego śmierci bez echa. Niech przynajmniej te słowa uwiecznią pamięć człowieka, który wyrwał mię z codziennej szarzyzny i dał świetny start do dalszych osiągnięć. Dał Polsce obywatela, który całym sercem chciał pracować i przez całe życie pracował dla Polski. Nie tylko to. Ksiądz Antoni Baranowski całą swoją postawą wywarł ogromny wpływ na moją osobowość. Nauczył mnie szanować ludzi bez względu na ich przekonania, przychodzić z pomocą i dobrą radą tym, którzy jej potrzebują, cenić ponad zaszczyty i honory nieskazitelność charakteru”.

W kwietniu 1918 r. obaj chłopcy zdali pomyślnie egzaminy wstępne do niemieckiego gimnazjum w Ornecie. Po zakończeniu roku szkolnego Wiktor otrzymał promocję do następnej klasy jako najlepszy uczeń. Musiał jednak zakończyć chodzenie na prywatne lekcje języka polskiego, prowadzone przez Eugeniusz Buchholza, byłego redaktora „Nowin Warmińskich” i „Warmiaka”. W tych lekcjach towarzyszył mu Robert Preuss. O tych lekcjach dowiedział się dyrektor gimnazjum i zakomunikował chłopcom, że „uniknęli wydalenia ze szkoły z tego powodu, bo byli wzorowymi uczniami”. Również inni nauczyciele gimnazjum nie ukrywali swoich przekonań antypolskich. Wiktor podjął więc decyzje o przeniesieniu się do polskiego gimnazjum w Lubawie.
Z pomocą przyszedł mu ówczesny kierownik Polsko-Katolickiego Towarzystwa Szkolnego na Warmię Jan Baczewski, który wyasygnował niewielką subwencję na początek nauki i skierował do gimnazjum w Lubawie.

Dalsza edukacja Wiktora przebiegała już bez większych przeszkód. Kształcąc się w kraju, nie był uzależniony od pomocy rodziców prowadzących nieduże gospodarstwo w Sząbruku. Jako wyróżniający się uczeń udzielał słabszym korepetycji oraz pobierał stypendia.
W czerwcu 1922 r. przeniósł się do gimnazjum w Brodnicy. O miano najlepszego ucznia rywalizował tam z Antonim Wiśniewskim, późniejszym (w latach 1948-1972) dyrektorem olsztyńskiego I Liceum Ogólnokształcącego im. Adama Mickiewicza.
W 1924 r. Wiktor Steffen podjął studia na wydziale filologii klasycznej Uniwersytetu Poznańskiego, które ukończył w grudniu 1927 r. Odtąd rozpoczęła się jego praca naukowa, trwająca z górą pół wieku. Zaczął od asystenta na macierzystym wydziale, a zakończył jako profesor zwyczajny. Zawsze pamiętał jednak o rodzinie, także o braciach: Augustynie, etnografie z doktoratem, gromadzącym pieśni ludowe z Warmii i Wojciechu, polskim nauczycielu. Starał się im pomóc w edukacji.
Wielokrotnie odwiedzał Sząbruk. W maju 1931 r. przyjechał na pogrzeb ojca, który zmarł, gdy Wiktor przebywał w Berlinie na stypendium naukowym. Podziwiał pracowitość ojca, jego solidność w tym, co robił i nadzwyczajną wytrwałość w dążeniu do celu. Napisał o nim: "ojciec nigdy nie wymagał pracy ponad siły. Umiał w nas rozbudzić ambicję dobrej roboty i odpowiedzialności. Kochał nas bardzo, choć będąc z natury małomówny, nie wyrażał tego słowami. Odziedziczyłem po nim tę naturę. (...) Był gorliwym Polakiem i w tym duchu wychowywał całą rodzinę”.

Poza pracą na uniwersytecie prowadził zajęcia w gimnazjum urszulanek w Poznaniu. W stopniu podporucznika brał udział w kampanii wrześniowej, odznaczono go Krzyżem Walecznym, następne lata wojny spędził w oflagach, najpierw w Brunszwiku, potem w Woldenbergu. Wraz z innymi uwięzionymi uczonymi prowadził konspiracyjnie wykłady uniwersyteckie.
Po 1945 r. przystąpił do tworzenia gimnazjum w Nowym Mieście Lubawskim. W 1946 r. został profesorem i kierownikiem katedry filologii klasycznej na Uniwersytecie Wrocławskim, w 1957 przeniósł się na Uniwersytet Poznański. Był dziekanem Wydziału Filologicznego i kierownikiem katedry hellenistyki. Jakiś czas wykładał również na uniwersytecie w Lipsku. Był członkiem rzeczywistym PAN, autorem kilkudziesięciu prac naukowych na temat dramatu greckiego, także podręczników, opracował antologię liryki aleksandryjskiej.
Jeszcze w 1935 r. jego brat Augustyn wydał niewielką antologię wierszy warmińskich "Nasi poeci". Poza wierszami Marii Zientarówny, Andrzeja Samulowskiego i jego syna Władysława, Sylwestra Antoniego Schnarbacha, Alojzego Śliwy, znalazły się utwory obu braci Steffenów: Wiktora: „Zima”, „Tragedia raka” i „Wakacje” oraz Augustyna: „Na sąsiadów” i „Krótka bajka”. W odróżnieniu od pozostałych, wiersze te zostały pozbawione krótkich biografii o autorach. Wiktor, jak napisał w liście do mnie z 24 marca 1990 r., dowiedział się o tej antologii dopiero po 1945 r.
Przy okazji w tym liście wspomniał też okolicznościach powstania „Tragedii raka” i „Na sąsiadów”. Rzecz miała miejsce w Poznaniu w 1926 r. Wiktor i Augustyn umówili się, że na poczekaniu napiszą po jednym wierszu na dowolny temat. Augustyn postanowił rozwinąć dwuwiersz o Naterkach: "Naterciuchy dobre ludzie. Obdzierają sukę w budzie” — i napisał satyrę „Na sąsiadów”. Z kolei Wiktor rozwinął przysłowie warmińskie „Leży rek na kiecie (czyli łańcuchu) pod mostem w Szelągowie”. Z tego powstał 93-wersowy utwór rozpoczynający się od słów:
W lesie była wioska,
Która wody mało miała.
Była tylko jedna rzeka
W niej nie skąpałbyś człowieka.
Przywiązano owiec trzody,
By nie poszły pić do wody.
Bo tak było wody mało,
Że się pić im nie dawało.
Trochę pić dostałyć jeszcze,
Gdy padały silne deszcze.
Ale gorzej było z rakiem,
Który żyć miał w błocie takim.
Cała ludność żyła w trosce,
By utrzymać raka w wiosce.
itd.
Potem wiersz Wiktorowi gdzieś zaginął. Po latach Augustyn wydrukował ten tekst dwukrotnie: w 1935 r. we wspomnianej antologii pod kryptonimem „Wiktor St.” oraz anonimowo w 1937 r. w „Opowiadaniach komicznych i podaniach z Warmji”.
A do Słownika warmińskiego tym, którzy zajmują się gwarą tej ziemi, radziłbym częściej zaglądać, bo tam odnaleźć można jej prawdziwe brzmienie i znaczenie wyrazów.
Jan Chłosta

Czekamy na Wasze zdjęcia i opisy pięknych zakątków regionu, kliknij tutaj, aby dodać swój artykuł lub skontaktuj się z nami pod adresem redakcja@naszawarmia.pl.
Zobacz w naszej bazie
  • Wulpińskie

    Jezioro Wulpińskie

    Jezioro składa się z dwóch zbiorników: wschodniego (kształtem zbliżonego do koła) i zachodniego (wydłużonego ze...

Przewodnik lokalny

Komentarze (3) pokaż wszystkie komentarze w serwisie

Dodaj komentarz Odśwież

Zacznij od: najciekawszych najstarszych najnowszych

Dodawaj komentarze jako zarejestrowany użytkownik - zaloguj się lub wejdź przez FB

  1. A o wybitnym Polaku Janie Baczewskim z #2243347 | 88.156.*.* 12 maj 2017 08:20

    z Gryźlin cisza jak dawnej. Panie Chłosta, dlaczego nie napisze Pan o Baczewskim. To dopiero był POLAK, to dopiero był gość. Ten Steffen to wylansował sięd dzieki Baczewskiemu

    Ocena komentarza: poniżej poziomu (-3) ! - + odpowiedz na ten komentarz pokaż odpowiedzi (1)

    1. geh #2236831 | 83.6.*.* 3 maj 2017 19:48

      Też mi Warmiacy, chodzili do naszych niemieckich szkół a później się tak nieładnie zachowywali

      Ocena komentarza: poniżej poziomu (-5) ! - + odpowiedz na ten komentarz

    Polecamy