Partnerem serwisu jest firma M.K.Szuster

Jan Baczewski, Warmiak z krwi i kości

2017-04-12 14:19:17 (ost. akt: 2017-04-13 16:07:45)
W 1935 roku Baczewscy z synami przyjechali z Berlina do Bratiana pod Nowym Miastem Lubawskim, gdzie 24 czerwca odbyły się złote gody seniorów Anny i Jana Baczewskich (siedzą). Z prawej: Jan Baczewski (1890-1958), obok  jego syn Zbigniew i żona Łucja

W 1935 roku Baczewscy z synami przyjechali z Berlina do Bratiana pod Nowym Miastem Lubawskim, gdzie 24 czerwca odbyły się złote gody seniorów Anny i Jana Baczewskich (siedzą). Z prawej: Jan Baczewski (1890-1958), obok jego syn Zbigniew i żona Łucja

Autor zdjęcia: Archiwum rodziny Baczewskich

Kim był Jan Baczewski? Jak zapamiętała go historia? Dlaczego nie ma w Olsztynie swojej ulicy? O działaczu warmińskim urodzonym w 1890 roku opowiada dr Jan Chłosta, autor właśnie wydanej książki „Z Gryźlin do Berlina i polskiego Dębna”.

— Jan Baczewski, warmiński działacz, jest dziś postacią zapomnianą. Jakim był człowiekiem?


— Nadzwyczaj odpowiedzialnym i bezkompromisowym. Był tytanem pracowitości, jak wspominała jego sekretarka Klara Malewska. Wiele wymagał od siebie, ale też od swoich współpracowników. Często uważał, że można zrobić więcej, stąd nie zawsze z jego postawy mogli być zadowoleni miejscowi działacze.
Nazywano go „długim Janem”, z powodu wysokiego wzrostu. Niekiedy apodyktyczny, ale też pełen ciepła, otwarty na dialog i inne propozycje w działalności narodowej tu na Warmii od czasu zakończenia pierwszej wojny światowej do końca marca 1929 roku, kiedy, jako prezes Związku Polskich Towarzystw Szkolnych w Niemczech, zamieszkał w Berlinie. Często porównywał związki Ślązaków z kulturą polską ze stanem świadomości narodowej polskich mieszkańców Warmii i Mazur. Ubolewał, że Warmiacy, a szczególnie Mazurzy mają wiele do nadrobienia. Przyczyny tego stanu upatrywał w braku sfery inteligenckiej i stąd angażował się tak bardzo w tworzenie polskich szkół.

— I zrealizował swój cel.


— Tak, to on, jako poseł do Landtagu (niemiecki sejm krajowy - red.), i do tego przez dwie kadencje, swoimi ważnymi wystąpieniami zdołał wyjednać wydanie przez sejm pruski w grudniu 1928 roku ordynacji zezwalającej na otwarcie szkół dla mniejszości polskiej. Dzięki temu utworzono 67 polsko-katolickich szkół prywatnych w Niemczech, z tego 15 na południowej Warmii i 9 na Powiślu oraz dwa gimnazja w Bytomiu i Kwidzynie.

— Co pana zafascynowało w tej postaci?


— Bohater mojej książki „Z Gryźlin do Berlina i polskiego Dębna” był Warmiakiem z krwi i kości. Wyróżniał się cechami typowymi dla ludzi tej ziemi: pracowitością, oszczędnością, bliskim związkiem z Kościołem katolickim, odnosił się też ze szczególną estymą do nakazów przodków w zachowaniu wiary i mowy polskiej.
Imponowała mi jego konsekwencja w dążeniu do celu. W 1926 roku przyjął go na audiencji marszałek Józef Piłsudski, który w obecności ministrów wysłuchał informacji o ruchu polskim w Niemczech. Marszałek obiecał przychylne rozpatrzenie postulatów, m.in. związanych z powołaniem polskiego banku centralnego w Niemczech.

— Gazeta Olsztyńska opublikowała w ubiegłym roku list jego wnuczki, Gabrieli Baczewskiej-Pazdy, która wspominała, że Baczewski jako uczeń pisał artykuły do „Gazety Grudziądzkiej”. W podziękowaniu dostał „Pana Tadeusza”. Do końca życia recytował poemat z pamięci.


— Tak. Rodzinne strony pozostały do końca życia bliskie Baczewskiemu. Przywiązał się do krajobrazu i otoczenia z lat młodości, czuł silne związki z ludźmi, wśród których się wychował. Podobnie jak ojciec, wciąż pragnął imponować innym. We wspomnieniach wielokrotnie podkreślał swoją wyższość w potyczkach słownych z Maxem Worgitzkim (Mazur, działacz na rzecz niemieckości południowej części Prus Wschodnich - red.). Zawsze był dobrze przygotowany do wystąpień publicznych. Nie miał zachęty do nauki, ale gdyby ją podjął, zdobyłby jeszcze większe uznanie. W dorosłym życiu nadrabiał swoje braki szkolne. Był praktykiem.

— Wiedział, że samą myślą narodową Polacy niewiele zdziałają.


— Uważał, że miejscowym Polakom należy zapewnić przede wszystkim postawy ekonomiczne, by mogli rywalizować z niemieckimi gospodarzami, trzeba rozbudować sieć banków, i organizacji o charakterze gospodarczym, by dać polskim rolnikom wsparcie kredytowe. Tu brał przykład z ks. Roberta Bilitewskiego, który przygotowywał go do nauki w orneckim gimnazjum, a potem już jako emeryt po 1920 roku wspierał pana Jana w pracy narodowej. Ks. Bilitewski utworzył w Gryźlinach parafialną kasę pożyczkową, organizował kursy rolnicze. Sam Baczewski zachęcał ludzi do burzenia nawyków i zachęcał do nowych działań.

— Miał trzech synów. Jakim był ojcem?


— Zasadniczy, także w wychowaniu swoich trzech synów. Zbigniew, Tadeusz i Stefan podjęli naukę w polskim gimnazjum w Bytomiu, które otwierał uroczyście ich ojciec w 1932 roku. Najstarszy został lekarzem weterynarii, Stefan adwokatem. Tadeusz zginął w czasie wojny.

— Podobno Baczewski popadał w konflikty, był kontrowersyjną postacią?


— Sam poznając szczegóły jego losów podczas pracy nad książką, zmieniłem o nim zdanie na korzyść. Przerastał olsztyńskie środowisko Polaków. Nie mieścił się w narzuconych ramach działań po plebiscycie. Mimo konfliktów, był wyrozumiały, puszczał w niepamięć dawne spory, różnice zdań. Wyjeżdżając z Warmii do Berlina, powiedział „Żegnając się z wami, nie opuszczam was, bo będę częściej teren wasz odwiedzał i służył.”

— Słynny był jego niebieski domek postawiony pod Berlinem.


— Zbudował go na wzór domów warmińskich. Kształtem i kolorem przypominał kapliczki przydrożne na Warmii. Baczewski w każde narodowe polskie święto wywieszał na domu polską flagę. Budynek znalazł się na liście zabytków. Spłonął 23 lipca 2010 roku, przyczyną było podpalenie.

— Po wojnie nie wrócił do Olsztyna.


— W 1939 roku trafił obozu koncentracyjnego w Sachsenhausen. W maju 1940 roku pomógł wyciągnąć go stamtąd jego syn Zbigniew, który został wcielony do Wehrmachtu. Po wojnie Baczewski zamieszkał z rodziną w Dębnie, a w 1945 roku został burmistrzem. W 1947 roku wybrano go posłem do Sejmu Ustawodawczego. Po 1956 roku zdecydował się na powrót na Warmię, gdzie chciał poprawić położenie Warmiaków i Mazurów. Na posiedzeniu egzekutywy KW PZPR w Olsztynie (14 IX 1956 r.) jeden z miejscowych Warmiaków miał powiedzieć: „Dlaczego po wojnie Baczewski nie ustosunkował się do budownictwa socjalistycznego w naszym kraju i nie znalazł się w naszych szeregach? A pozostał tam, gdzie było mu wygodnie”. Baczewski nie był komunistą i nie chciał być konformistą. Z tego powodu nie mógł na stałe powrócić do Olsztyna. Stało się to dopiero po śmierci w czerwcu 1958 roku. Został pochowany, wtedy już uroczyście, na olsztyńskim cmentarzu. Ma swoje ulice w Dębnie, Zielonej Górze, Gorzowie Wielkopolskim. W Olsztynie tylko ścieżkę koło Polikliniki w parku. Uważam, że zasłużył na więcej.
Beata Brokowska
Na mapie oznaczyliśmy alejkę przy nieczynnym cmentarzu w Olsztynie, której patronem jest Jan Baczewski


Czekamy na Wasze zdjęcia i opisy pięknych zakątków regionu, kliknij tutaj, aby dodać swój artykuł lub skontaktuj się z nami pod adresem redakcja@naszawarmia.pl.
Zobacz w naszej bazie

Przewodnik lokalny

Komentarze (1) pokaż wszystkie komentarze w serwisie

Dodaj komentarz Odśwież

Zacznij od: najciekawszych najstarszych najnowszych

Dodawaj komentarze jako zarejestrowany użytkownik - zaloguj się lub wejdź przez FB

  1. czekawy #2222495 | 88.153.*.* 13 kwi 2017 09:20

    A gdzie mieszka jego potomstwo bo napewno nie w Polsce..

    Ocena komentarza: warty uwagi (1) ! - + odpowiedz na ten komentarz

Polecamy