Partnerem serwisu jest firma M.K.Szuster

Olsztyn: wielki pożar w 1621 roku pochłonął prawie całe miasto

2017-02-03 13:44:04 (ost. akt: 2017-02-03 13:47:16)
Olsztyn: wielki pożar w 1621 roku pochłonął prawie całe miasto

Autor zdjęcia: Repr. z książki: S. Achremczyk, Olsztyn. Stolica Warmii i Mazur

Rok 1621 dla Olsztyna nie rozpoczął się dobrze. Ogień zniszczył całe miasto. Ocalał zamek, ratusz i murowany kościół, w którym skryli się mieszkańcy ze swoim dobytkiem i przeczekali, aż wypali się ostatnia strzecha. Dzięki temu nikt nie zginął.

Różne źródła podają różne daty pożaru, który zniszczył Olsztyn na początku XVII wieku. Dwa są niemieckie, a pierwszy mówi, że ogień pojawił się 3 lutego 1620 roku, w drugim jest data 25 lutego tego samego roku. Doktor Jerzy Sikorski, historyk z Olsztyna, twierdzi, że pożar wybuchł na przełomie styczna i lutego 1621 roku.
Skąd ta rozbieżność? — Wynika to z niedokładności przekazów głównego niemieckiego historiografa Olsztyna Hugo Bonka (1861-1936 — red.). Był historykiem amatorem, w dodatku ostródzianinem i o Olsztynie za dużo nie wiedział — mówi dr Jerzy Sikorski. — Utarło się, że Niemcy są solidni i to, co oni powiedzą, jest święte. Tymczasem niemieccy badacze również opierali się na spekulacjach, jak np. Carl Wünsch czy Anton Funk.

Pożar wybuchł przez czyjąś głupotę


Dzisiaj pewne jest to, że zima na początku 1621 roku była mroźna. I to, że pożar w Olsztynie wybuchł. W dodatku był pierwszym tak ogromnym, o jakim wiemy. I że zniszczył całe miasto. Ocalał jedynie ratusz (dzisiaj Stary Ratusz na starówce), zamek (był otoczony murem i fosą) i kościół (dzisiaj katedra św. Jakuba).
— Przepisów przeciwpożarowych nie przestrzegano, uliczki były kręte i wąskie, a dachy pokryte strzechą. Pożar wybuchł przez ludzką głupotę — mówi prof. Stanisław Achremczyk, historyk.
Domy były drewniane, wypełniane cegłą lub sieczką zmieszaną z gliną. Wystarczyła iskra, żeby ogień rozprzestrzenił się na całe miasto. O ile w przypadku pożaru Barczewa w 1798 wiemy, że przyczynił się do niego nieostrożny piekarz Moritz, o tyle nie wiemy nic o mieszkańcu, który wywołał ogień w Olsztynie. Była zima, dni były krótkie i być może z ręki wypadła mu lampa. Z pisma ówczesnego burmistrza Eustachego Bronisza możemy się dowiedzieć, że było to zachowanie lekkomyślne.
— Plusem tego pożaru było to, że burmistrz postanowił rozbudować ratusz, a różnice widzimy dzisiaj w elewacji — tłumaczy dr Sikorski.

Kościół - schron przeciwpożarowy


W pożarze nikt nie zginął. Ludność znalazła schronienie w ogromnym murowanym kościele miejskim.
— Niekiedy są pytania, po co budowano takie ogromne kościoły, skoro liczba mieszkańców Olsztyna ze służbą i dziećmi wynosiła wtedy tylko 1500 osób. Ano właśnie po to, by w razie pożaru zabrać swój dobytek, zwierzęta i skryć się w kościele, którego mury obronne dorównały solidnością murom otaczającym miasto — zauważa dr Sikorski.
Miasta w tamtym czasie liczyły się z pożarami. Na parterze ratusza znajdowało się kilkadziesiąt łopat i skórzanych wiader. — Wiemy, że studnia była przy ratuszu, na Okopowej, pośrodku Targu Rybnego, której miejsce zaznaczone jest innym kolorem kostki, i na Rodziewiczówny. Ale musiało być ich więcej. Były głębokie i nawet zimą woda tam nie zamarzała — tłumaczy naukowiec.
Kościół z kolei miał kilka wejść po to, żeby ludzie szybciej znaleźli się w środku. Środek zimy również nie przeszkadzał w przeżyciu.

Stodół więcej niż domów


Wszystkie zbiory przechowywano w szopach i stodołach poza murami miasta, które chroniły przed ogniem. Znajdowały się one na dzisiejszej Pieniężnego, Ratuszowej i Starej Warszawskiej. Stodół było co najmniej dwa razy więcej niż domów i to w nich — obok zwierząt — po pożarze zamieszkała ludność. W ogrodach przeważała odporna na mrozy kapusta, którą można było wykorzystywać na różne sposoby.
W regulaminie miejskim określone były obowiązki mieszczan. Jeden z zapisów mówił o bezwzględnym posłuszeństwu burmistrzowi, który wyznaczał służby, również te przeciwpożarowe. Warto jednak dodać, że pożaru z 1621 roku nikt gasił. Bo studni i skórzanych wiader można było użyć do zlikwidowania pożaru jeszcze w jego zalążku. Wszyscy czekali więc, aż wypali się ostatnia strzecha.
— Na całe miasto rozległ się za to dzwon ustawiony nad wejściem do ratusza — wyjaśnia dr Jerzy Sikorski. — W XVII wieku postawiono już wieżyczkę, by ten dzwon rozchodził się też na przedmieścia, bo ludność mogła być w szopach czy stodołach.

Drzewo z Lasu Miejskiego na odbudowę


Kilka dni po pożarze, 3 lutego rada miasta Olsztyna napisała petycję do kapituły warmińskiej. Natomiast 5 lutego na jej posiedzeniu we Fromborku przedstawiciele rady oficjalnie ją zgłosili. Napisano w niej o mieszkańcu, który stracił dom. Mieszczanin poprosił o drzewo z Lasu Miejskiego na jego odbudowę.
Ale burmistrz w swojej petycji w naganny sposób przedstawił tego, który spowodował pożar, a uchwała kapituły brzmiała: „Z powodu karygodnego niedbalstwa, które doprowadziło do pożaru, należy odmówić zgody na pozyskanie drewna i obwieścić to publicznie”.
Miasto zostało jednak odbudowane dzięki zasobom Lasu Miejskiego, a mieszkańcy zostali też zwolnieni z podatków. Zostały też strzechy, o czym świadczą pożary w kolejnych latach.
W 1621 roku Olsztyn miał ok. 1500 mieszkańców. Kolejną klęską, która spadła na miasto, była zaraza w 1624 r. Ludność miasta zmniejszyła się do ok. 500 osób.
Mateusz Przyborowski

Korzystałem z książki „Olsztyn. Stolica Warmii i Mazur” prof. Stanisława Achremczyka i „Galopem przez stulecia. Dzieje Olsztyna 1353-2013 według Jerzego Sikorskiego”.
Czekamy na Wasze zdjęcia i opisy pięknych zakątków regionu, kliknij tutaj, aby dodać swój artykuł lub skontaktuj się z nami pod adresem redakcja@naszawarmia.pl.
Zobacz w naszej bazie

Przewodnik lokalny

Zobacz także

Komentarze (0) pokaż wszystkie komentarze w serwisie

Dodaj komentarz Odśwież

Dodawaj komentarze jako zarejestrowany użytkownik - zaloguj się lub wejdź przez FB

Polecamy