Partnerem serwisu jest firma M.K.Szuster

Jak poznałem asa Dywizjonu 317

2017-01-16 11:10:14 (ost. akt: 2017-04-11 12:14:52)
Henryk Sroka z książką "Orlęta i Sroka, podniebni przyjaciele"

Henryk Sroka z książką "Orlęta i Sroka, podniebni przyjaciele"

Autor zdjęcia: Władysław Katarzyński

Słynnego pułkownika Stanisława Skalskiego, lotnika w Bitwie o Anglię, później dowódcę polskiego Dywizjonu 317 Polskich Sił Powietrznych w Wielkiej Brytanii, poznałem w dęblińskiej Szkole Orląt — wspomina Henryk Sroka, emerytowany pilot, który mieszka w Barwinach w gminie Gietrzwałd.

Siedzę w domu pana Henryka w Barwinach nad Jeziorem Wulpińskim. Na półkach wiele pamiątek związanych z jego przeszłością jako absolwenta dęblińskiej Szkoły Orląt, pilota rządowych samolotów pasażerskich i transportowych oraz instruktora pilotażu. Wśród tych pamiątek oznaki pułkowe, medale i odznaczenia, statuetka Ikara. Na honorowym miejscu "Dywizjon 303" Arkadego Fiedlera.

Podniebni przyjaciele


Pan Henryk wydał niedawno wspomnieniową książkę, którą zatytułował "Orlęta i Sroka, podniebni przyjaciele". Zaprezentował ją pod koniec 2016 roku w wiejskiej świetlicy w Unieszewie. Mówi, że przy okazji poznał wielu ciekawych ludzi, o istnieniu których, choć mieszka w gminie Gietrzwałd ładnych parę lat, nie miał pojęcia. Za bardzo się dotąd izolował.
Henryk Sroka urodził się 16 lipca 1938 roku w Chrzanowie. W V klasie podstawówki w ciągu jednej nocy pochłonął kultowy "Dywizjon 303". Za każde kieszonkowe od rodziców kupował "Skrzydlatą Polskę". Jednym z redaktorów pisma był wtedy Janusz Przymanowski, późniejszy autor książki "Czterej pancerni i pies". Po ukończeniu szkoły średniej Henryk Sroka wstąpił do Oficerskiej Szkoły Lotniczej w Radomiu. Tam się uczył na lotnika i złożył akt ślubowania. Latać nauczył się na lotnisku w Białej Podlaskiej.
— Kiedy podczas pierwszego lotu instruktor powierzył mi stery, dopiero poczułem emocje! — wspomina. — Po chwili samolot, jak posłuszny koń furmana, zaczął mnie słuchać, reagować na moje ruchy. Doznałem coś na kształt marzycielskiego olśnienia.

Pusty wieszak na czapki


W 1957 roku wrócił do macierzystej szkoły w Dęblinie. Tam poznał Stanisława Skalskiego, absolwenta Szkoły Orląt, byłego dowódcę Dywizjonu 317 w Anglii, wtedy wykładowcę. Legendarny pilot samolotów myśliwskich w 1947 roku wrócił do Polski, tam został aresztowany pod zarzutem szpiegostwa i skazany na karę śmierci. Karę tę w rok później zamieniono na dożywocie. W 1957 roku Stanisław Skalski został uwolniony i zrehabilitowany.
— Przyjeżdżam do szkoły, idę na obiad, chcę powiesić czapkę na wieszak, a tam kartka z moim imieniem i nazwiskiem! — wspomina pan Henryk — To oni już wiedzą, że wróciłem? — pomyślałem i czapkę tam powiesiłem. W tej samej chwili jakiś gość z naszywkami pułkownika kładzie mi rękę na ramieniu i pyta surowo: Jakim prawem? Bo, bo Henryk Sroka jestem! — wyjąkałem. — Tu jest, co prawda, karteczka z waszym nazwiskiem, kolego — on na to. — Ale to chodzi o innego pilota o tych samych personaliach, który zginął niedawno śmiercią lotnika. Zgodnie z przedwojennym zwyczajem, przez rok wieszak tamtego ma stać pusty!
W taki oto sposób poznał pułkownika Stanisława Skalskiego.

Opowieści w kasynie
Legendarny pilot cieszył się w Szkole Orląt wielkim poważaniem. Za zaszczyt poczytywano sobie możliwość spożycia z nim obiadu.
— Nie chwaląc się, zaliczałem się do kręgu jego bliskich znajomych — opowiada Henryk Sroka. — Siadaliśmy nie raz w kasynie i opowiadał mi o swoich wojennych przygodach lotniczych. W 1960 roku Henryk Sroka po ukończeniu Oficerskiej Szkoły Zawodowej został mianowany podporucznikiem Wojska Polskiego.
— W 1965 roku ogłaszano wśród pilotów nabór do elitarnego 36. Specjalnego Pułku Lotnictwa Transportowego — wspomina. — Zostałem wybrany jako jeden z nielicznych. Latałem na Migach oraz Lim-2, byłem kapitanem na samolotach Ił-14, An-24, Jak-40 i Tu-134. Awansowałem kolejno na dowódcę załogi, klucza, eskadry, zastępcę pułku do spraw szkolenia oraz liniowych. Woziłem prezydentów, premierów, kanclerzy państw zachodnich, sekretarzy generalnych. Wśród moich pasażerów był przed stanem wojennym sam Lech Wałęsa. O czym rozmawialiśmy? Na przykład o pogodzie, chorobach, w żadnym wypadku o polityce.
- Ostatni raz spotkałem Wałęsę po internowaniu, kiedy miano go przewieźć śmigłowcem do ośrodka rządowego do Arłamowa. — Rozmawiałem o czymś tam z załogą, zdaje się o zabezpieczeniu tego lotu, a Wałęsę akurat prowadzili z samolotu do śmigłowca — wspomina pan Henryk. "— O! — ucieszył się. — Jakaś znajoma twarz! A już bałem się, że to lotnisko w Moskwie!

Osiem tysięcy godzin w powietrzu


Później Henryk Sroka odpowiadał za przygotowanie pilotów do wożenia papieża Jana Pawła II podczas jego pielgrzymek do Polski. W okresie 1984-1996 dowodził Wojskowym Ośrodkiem Szkoleniowo-Kondycyjnym w Mrągowie. Gdy po 40 latach służby wojskowej przeszedł do rezerwy, kupił w gminie Gietrzwałd dom. — Wylatałem w powietrzu osiem tysięcy godzin! — nie ukrywa dumy. — Lotnictwo wspominam jako wspaniałą przygodę. Pozostałą część życia poświęcę pisaniu książek. Dla młodzieży, dla moich kolegów, z którymi spotykamy się raz w roku w Szkole Orląt.
Władysław Katarzyński
Czekamy na Wasze zdjęcia i opisy pięknych zakątków regionu, kliknij tutaj, aby dodać swój artykuł lub skontaktuj się z nami pod adresem redakcja@naszawarmia.pl.
Zobacz w naszej bazie
  • Wulpińskie

    Jezioro Wulpińskie

    Jezioro składa się z dwóch zbiorników: wschodniego (kształtem zbliżonego do koła) i zachodniego (wydłużonego ze...

Przewodnik lokalny

Komentarze (4) pokaż wszystkie komentarze w serwisie

Dodaj komentarz Odśwież

Zacznij od: najciekawszych najstarszych najnowszych

Dodawaj komentarze jako zarejestrowany użytkownik - zaloguj się lub wejdź przez FB

  1. Marek #2164258 | 109.78.*.* 20 sty 2017 21:07

    Stanisław Skalski przelatał Bitwę o Anglię w brytyjskim Dywizjonie 501. W tym czasie gotowość operacyjną uzyskały dwa polskie Dywizjony: 302 i 303. Dywizjon 317 zaczął latać dopiero na początku 1941 roku. Bzdury o dowodzeniu przez Skalskiego Dywizjonem 317 są wyssane z palca, co można bez trudu potwierdzić w sieci. Czy ktoś ma kontrolę nad poziomem artykułów w tym portalu? Niestety, ten poziom jest utrzymywany chyba w całym internecie i ma za zadanie rozpoznawalnymi nagłówkami przyciągnąć tłumy matołów do klikania w reklamy.

    ! - + odpowiedz na ten komentarz pokaż odpowiedzi (3)

    Polecamy