Partnerem serwisu jest firma M.K.Szuster

Zniknął Gaj z lat mojego dzieciństwa

2016-04-06 11:29:57 (ost. akt: 2016-07-25 10:56:21)
Cecylia Nerowska (w środku) wśród kuzynek po wojnie

Cecylia Nerowska (w środku) wśród kuzynek po wojnie

Autor zdjęcia: Archiwum Henryka Falkowskiego

- Gaj już nie istnieje! – mówi o tej niewielkiej miejscowości pod Barczewem Henryk Falkowski, olsztyński historyk, publicysta i nauczyciel, którego dziadkowie i mama kiedyś tam mieszkali.

– Opuszczano wieś w styczniu 1945 roku i po wojnie, aż wreszcie na przełomie lat 70. i 80. wyjechał ostatni mieszkaniec. Dzisiaj rosną tam chwasty. Żeby odszukać Gaj, trzeba mocno się natrudzić!

Zagubiona w lasach wioska


Gaj nigdy, nawet przed wojną, nie był wioską o jakimś szczególnym znaczeniu ani o zwartej zabudowie. Gospodarstwa leżały na koloniach. Do sklepu jeździło się bitą drogą do Barczewa, dzieci dochodziły do niemieckiej szkoły w Kaplitynach. Mieszkańcy zajmowali się rolnictwem, niektórzy pracowali w Barczewie lub byli robotnikami leśnymi. W sąsiedztwie rozpościerało się jezioro (Umląg - red.), więc o rybę było łatwo. Życie w Gaju toczyło się niespiesznie.
Taki to, otoczony lasami Gaj, wieś w powiecie wartemborskim (czyli barczewskim), zastali w okresie międzywojennym Joachim Nerowski i Małgorzata Guski, dziadkowie Henryka Falkowskiego, Warmiacy od pokoleń, mówiący w domu po polsku.

Dziadek w Wehrmachcie


Wywodzili się z Butryn. On zarobił trochę grosza pracując w Westfalii, a że na gospodarstwie rodzinnym było ciasno, zakupili działkę w Gaju, gdzie ziemia była tańsza. W nowo postawionym domu na świat zaczęły przychodzić dzieci. Mieli ich siedmioro.
- Wśród nich moja przyszła mama Cecylia - opowiada Henryk Falkowski, pokazując stare fotografie, gdzie mama jest w otoczeniu kuzynek oraz jako dziewczynka przystępująca do pierwszej komunii świętej. Jak to Warmiacy, rodzina była religijna. Raz w roku wybierała się na łosierę (po warmińsku ofiara) do Barczewa. Uczestnicy pielgrzymki nieśli gromnice, modląc się w określonej intencji. A potem, kiedy Hitler doszedł do władzy, niewielu mieszkańców Gaju uległo ideologii nazistowskiej.
- Dziadkowie twierdzili, jak wspominała mi mama, że nazizm to zło! – opowiada Henryk Falkowski. - Ale ludzie byli bezradni. Dziadek Joachim został wcielony do Wehrmachtu. Jeśli by odmówił, skończyłby w obozie, a rodzina byłaby prześladowana. Ci, którzy dzisiaj wyrzucają komuś, że miał dziadka w Wehrmachcie, nie mają zielonego pojęcia, jakie były wtedy realia! Zresztą i rodziny były podzielone.

Deklaracja polskości


Dziadek Joachim walczył w Norwegii. A potem był wielki odwrót Niemiec. W styczniu 1945 roku do Barczewa zbliżyli się Rosjanie. Ludzie, uprzedzeni przez żandarmów, uciekali. Wśród nich Cecylia, przyszła mama Henryka Falkowskiego. W drodze, niedaleko Kaplityn, zatrzymali ją Rosjanie.
- Wiadomo, co jaki los czekał miejscowe kobiety, ale ona czymś ujęła ich dowódcę, bo kazał ją puścić – opowiada Henryk Falkowski. – Jak inni tułała się jakiś czas, ukrywała, aż wreszcie wróciła. W Gaju była już jej mama, potem wrócił ojciec Joachim. Podpisali deklarację przynależności do narodu polskiego, co pozwoliło im uniknąć deportacji do Niemiec. Wielu innych, którzy tego nie uczynili, albo mieli w rodzinie kogoś na stanowisku oficera w Wehrmachcie, wysiedlano. Cecylia, ponieważ dobrze znała polski, znalazła pracę w administracji w Barczewie. A po latach poznała Jana Falkowskiego.

Zupełnie jak w "Nad Niemnem" Orzeszkowej


Falkowski pochodził z Podlasia, z Dąbrowy Białostockiej. Jego życie to temat na osobne opowiadanie. W czasie okupacji i po wojnie należał do Armii Krajowej, za co przez władzę ludową został skazany na karę śmierci. Potem najwyższy wymiar kary zamieniono na dożywotnie więzienie, a siedział między innymi w Barczewie. Wypuszczono go w 1956 roku, w czasach odwilży. Zamieszkał u rodziny w Kaplitynach. Do Gaju miał niedaleko, przysłowiowy rzut beretem. Stąd poznali się z matką.
- Ze związku Cecylii i Jana (prawda, że bardzo przypomina to bohaterów powieści „Nad Niemnem”?), urodziłem się ja! - opowiada Henryk Falkowski. – Zamieszkaliśmy w Olsztynie, gdzie tata dostał pracę kierownika magazynu w teatrze imienia Stefana Jaracza. Był ulubieńcem jego dyrektora i aktora Aleksandra Sewruka, uczestnika kampanii wrześniowej. Mieli wspólne tematy. Mama otrzymała tam również pracę, jako krawcowa. Każde wakacje spędzałem w Gaju, u dziadków.

Do Gaju trafi z zamkniętymi oczami


W Olsztynie Henryk Falkowski skończył Liceum Ogólnokształcące, potem studia historyczne na UMK w Toruniu. Dzisiaj uczy historii i wiedzy o społeczeństwie w olsztyńskim IV LO.
- W 1959 roku mama odwiedziła rodzinę w Niemczech, ale wróciła zawiedziona – opowiada. – Nie czuła się tam dobrze, tęskniła za Warmią. Ojciec zmarł, potrącony przez samochód w grudniu 1970 roku. Zdecydowała się na wyjazd na stałe po 1989 roku, kiedy nowy polski rząd zrezygnował z wypłacania emerytur dla ludności miejscowej przez rząd niemiecki. Dzisiaj ma 88 lat, nie może zapomnieć swojego Gaju. Kiedy ją odwiedzam, zawsze mamy o tym temat do rozmowy.
Ostatni mieszkaniec wyjechał z Gaju na przełomie lat 70- 80. Henryk Falkowski był tam nieco później. Widział ruiny gospodarstwa dziadków. Utrzymuje, że trafiłby tam i dzisiaj z zamkniętymi oczami, chociaż tego Gaju z czasów jego dzieciństwa już dawno nie ma.
Władysław Katarzyński


Czekamy na Wasze zdjęcia i opisy pięknych zakątków regionu, kliknij tutaj, aby dodać swój artykuł lub skontaktuj się z nami pod adresem redakcja@naszawarmia.pl.
Zobacz w naszej bazie
  • Umląg

    Jezioro Umląg

    Jezioro leży ok. 4 kom na południe od Barczewa. Linia brzegowa dosyć rozwinięta i urozmaicona, o brzegach różnie ukształtowanych...

Przewodniki lokalne

Komentarze (1) pokaż wszystkie komentarze w serwisie

Dodaj komentarz Odśwież

Zacznij od: najciekawszych najstarszych najnowszych

Dodawaj komentarze jako zarejestrowany użytkownik - zaloguj się lub wejdź przez FB

  1. Autochton #1990265 | 185.34.*.* 10 maj 2016 22:51

    Mój gaj jest we wsi Gady niedaleko Barczewka.Dom jeszcze stoi ale drzew i piwonii już nie ma

    ! - + odpowiedz na ten komentarz

Polecamy