Partnerem serwisu jest firma M.K.Szuster

Warmiaczka spod szczęśliwej gwiazdy

2015-12-08 12:27:01 (ost. akt: 2015-12-08 12:25:52)
Budynek dawnej polskiej szkoły w Stanclewie gm. Biskupiec

Budynek dawnej polskiej szkoły w Stanclewie gm. Biskupiec

Autor zdjęcia: Władysław Katarzyński

Łucja Gwiazda zwana Lucą, Warmiaczka za Stanclewa, mieszka niemal po sąsiedzku z Robertem Lewandowskim, naszym sławnym piłkarzem, który tu właśnie kupił dom i często w nim przebywa.

Jej gospodarstwo, do którego prowadzi wyboista, wypłukana przez ostatnie ulewy droga, leży za wsią, daleko w polu. W sąsiedztwie bocianie gniazdo na słupie, na horyzoncie od tamtej strony wsi dom Roberta Lewandowskiego, który upodobał sobie to miejsce na Warmii. Najlepszy polski piłkarz zapewnie nie wie, że tam, w Niemczech, kibicują mu ci, którzy kiedyś stąd wyjechali a także ich dzieci i wnuki.
— W 1972 roku zaczęli wyjeżdżać, jakby ich zaraza gnała! — mówi gorzko Łucja Gwiazda. — Ja też mogłam, ale zostałam tu, na ojcowiźnie. Owszem byłam tam, może z pięć razy, ale mnie się nie podobało. Życie płynie tam szybko, nie na moje chore nogi i serce.
Panią Łucję zastaję przy obieraniu ziemniaków na obiad. Pracuje niespiesznie, ale dokładnie, z poszanowaniem każdego skrawka ziemniaka, który trafi do garnka. Pac, pac! — spadają do wiadra z odpadkami spiralnie zwinięte, cienkie łupiny. Nie to co młodzi, obierają byle szybciej, grubo. Ci głodu nigdy nie zaznali.

Polski korytarz


Toczy się opowieść starej Warmiaczki, jak to kiedyś wiódł tędy w kierunku Świętej Lipki szlak, m.in. przez ich podwórze, którym przed wiekami szli żołnierze napoleońscy, potem niemieccy, wreszcie Rosjanie. I jak wśród "napoleońskich", którzy rabowali we wsi z żywności, co się dało, znalazł się jeden zdrożony żołnierz, mówiący po polsku, który pięknie poprosił o wodę. — Pani Łucja mówi: polski korytarz, bo zawsze tu Polacy mieszkali. A jak była polska szkoła, to właśnie tutaj, w gospodarstwie Fabków nauczyciele, co ich Niemcy prześladowali, się chronili. I potem, jak nam się przed wojną stodoła paliła, ludzie mówili: polski "koridor" się pali! A w jakiś czas później mąż wziął pług i go zaorał! W czasie plebiscytu 1920 roku w Stanclewie za Prusami oddano 360 głosów, za polską 182. To właśnie polscy działacze, w tym Fabkowie (nazwisko panieńskie pani Łucji), przystąpili po latach do agitacji za powstaniem polskiej podstawówki. Katolicka Polska Szkoła Powszechna w Stanclewie, poprzedzona założeniem polskiego przedszkola, powstała 1 września 1930 roku. Była jedną z piętnastu, jakie założono na Warmii. Nauczycielami byli Władysław Stachowski, Lucjan Latosiński, Bronisław Chabowski, Leon Kauczor, Stanisław Budych i jako ostatni Joachim Kokowski.

Legitymacja w muzeum


— Ja do polskiej szkoły nie chodziłam, za mała byłam — mówi pani Łucja. Ale starsze siostry i bracia tak. A kto tam jeszcze? Swoje dzieci posyłali Kincmany, Czerwińskie, Piotrowskie, Konigsmany, Zaremby, Lubomirskie. Jedne i drugie dzieciaki, ci z polskiej i ci z niemieckiej sobie dokuczali, więc tak kombinowano, żeby lekcje kończyły się w różnych godzinach, żeby sobie w drogę nie weszli.
Rodzice pani Łucji i wiele innych osób we wsi, co czuli się Polakami, należeli do Związku Polaków w Niemczech. Pani Łucja mówi, że po wojnie zachowała się w domu legitymacja mamy oraz inne dokumenty, ale potem przyszli jacyś z oświaty i ją zabrali. Była później eksponowana w izbie tradycji, którą założył Jan Lubomirski, a kiedy izbę likwidowano, trafiła do muzeum w Olsztynie.
— Jak wojna wybuchła, to ja poszła do pierwszej klasy do niemieckiej szkoły, bo naszą w 1939 roku zlikwidowali! — opowiada Łucja Gwiazda. — Wszystkich młodych i w średnim wieku mężczyzn zabrali do Wehrmachtu. Musieli iść, bo jak nie, to do obozu! Mama już wcześniej wszystkie polskie dokumenty schowała do słoika i zakopała pod krzkiem porzeczki. Tak było dla rodziny bezpieczniej. Wojna toczyła się gdzieś daleko. Brat pani Łucji, Alojz, służył na kilku frontach, aż padł na Ukrainie. Bogatsi gospodarze, których synowie walczyli, dostali do pracy robotników przymusowych.

My się ruskich nie boimy


Jak w styczniu 1945 roku zbliżył się front, na podwórku do Fabków wpadł niemiecki żandarm: Pakujcie się, zaraz tu ruscy będą, a oni są straszni! A na to tata: a jedźcie sobie sami, ja zostaję. Rosjanie pojawili się w kilka dni później. Spędzili na podwórko Fabków pół wsi i postawili ludzi pod karabinami. No, koniec Niemcy z wami! — powiedział ich "starszyna". — Módlcie się! — Mówił trochę po polsku, więc mama do niego: Ale my Polacy, dzieci do polskiej szkoły posyłali! On zrozumiał i gada: A dowody są? Wtedy mama wzięła haczkę i słoik spod porzeczki wykopała. Puścili wszystkich, przykazując, żeby poszyli i wywiesili w oknach biało-czerwone flagi. A w Warpunach i Surmówce wielu ludzi rozstrzelali! Po tamtych Rosjanach, którzy poszli sobie dalej, pojawili się następni. To co było wartościowego, z domu zabrali. Wielu szukało młodych dziewcząt. Kilka z nich, w tym od Fabków, schowało się w zamaskowanej ziemiance, którą wykopał ojciec. Podczas gdy Rosjanie szukali dziewczyn, mama modliła się do wiszącego w pokoju obrazu Matki Boskiej, żeby je ocaliła. I żadnej dziewczyny nie znaleźli! — To ten święty obraz! — pokazuje mi Łucja Gwiazda.

Zięć też Lewandowski


Po wojnie w Stanclewie uruchomiono polską szkołę, którą Łucja skończyła. Nie miała problemów z językiem, bo w domu mówiono zarówno po niemiecku, co pomogło jej wcześniej, jak i po polsku. Po kilku latach pochodzący stąd Jan Lubomirski, piewca folkloru warmińskiego, zaczął tworzyć izbę tradycji. Z czasem z braku dzieci, które z rodzicami powyjeżdżały do Niemiec, szkołę w Stanclewie zamknięto. Dzisiaj dzieci chodzą do Bredynek. A co u Fabków? Łucja wyszła za mąż za Józefa Gwiazdę, który pochodził z Dąbrowy na Kurpiach. Był dobrym gospodarzem, ale zarówno nad nim, jak i nad innymi wisiała groźba kolektywizacji. Zakład rolny w Stanclewie w końcu powstał. Po latach padł. Wiosną tego roku w Stanclewie złożyła wizytę pewna pani profesor, córka pierwszego przedwojennego nauczyciela szkoły polskiej Władysława Stachowskiego. Obejrzała budynek szkoły, gdzie dzisiaj są mieszkania, była w wiejskiej świetlicy, gdzie zorganizowano dla niej przyjęcie. Porozmawiała też sobie z Łucją Gwiazdą.
— Dzieci mam tutaj i w Niemczech — mówi pani Łucja. — Urządziły się, nie powiem. A w Ptaszkach niedaleko mieszka córka. Wyszła za mąż za Lewandowskiego. Ale innego, nie tego piłkarza.
Władysław Katarzyński

Czekamy na Wasze zdjęcia i opisy pięknych zakątków regionu, kliknij tutaj, aby dodać swój artykuł lub skontaktuj się z nami pod adresem redakcja@naszawarmia.pl.

Komentarze (0) pokaż wszystkie komentarze w serwisie

Dodaj komentarz Odśwież

Dodawaj komentarze jako zarejestrowany użytkownik - zaloguj się lub wejdź przez FB

Polecamy