Partnerem serwisu jest firma M.K.Szuster

Bałdy: pyszna herbata z harcerskiego lata

2014-08-19 10:34:50 (ost. akt: 2014-08-19 11:09:37)
Harcerskie pozdrowienie

Harcerskie pozdrowienie

Autor zdjęcia: Władysław Katarzyński

W Bałdach Piecu nad jeziorem Gim 17. sierpnia zakończył się wakacyjny obóz pod namiotami, zorganizowany przez komendę Hufca Warmińskiego ZHP im. Ryszarda Knosały w Olsztynie.

Leśna droga, którą dojechałem do leżącego wśród sosen obozu nad malowniczym jeziorem Gim, była dotąd ledwie przejezdna. W tym roku władze gminy Purda ją utwardziły.
Przed nami brama, a za nią namioty. Przed każdym podobozem na słupkach totemy. Akurat zakończyły się pokazy strażackie, zorganizowane dla uczestników obozu przez strażaków z Komendy Miejskiej SP w Olsztynie. Z kuchni dobiega brzęk garnków. Na obiad rosół i kurczak.

Dzisiaj i kiedyś


W tym roku Hufiec Warmiński ZHP imienia Ryszarda Knosały obchodzi 30-lecie istnienia. Obozy organizowane są od 1999 roku.
— Jestem na nich od początku — wyjaśnia komendant zgrupowania hm Ewa Dyrda. — Dlatego mogę porównać, jak było kiedyś i jak jest teraz. A wiele się zmieniło. Przyszły takie czasy, że istnieje wiele konkurencyjnych form wypoczynku oferowanych dla dzieci i młodzieży przez różne organizacje. My, jak każda inna stajemy co roku do konkursu ofert, jakie ogłasza kuratorium oświaty. Widać nasz program jest atrakcyjny, bo uzyskujemy dofinansowanie.
— Jeden turnus trwa 12 dni. Koszt od jednego uczestnika to 705 zł — dodaje skarbnik Emilia Nowicka. — W ciągu czterech turnusów przebywa tu ponad 600 uczestników, co czyni ten obóz jednym z największych w Polsce. Spędzają tu wakacje, pod okiem doświadczonej kadry instruktorów, nie tylko zuchy i harcerze, ale również niezrzeszone dzieci i młodzież. A jak tu było kiedyś? Na początku w obozie uczestniczyły głównie osoby zrzeszone w ZHP. Od lat formułę naboru rozszerzono.

Atrakcji jest wiele


— Nie należę do harcerstwa, ale bardzo mi się tutaj podoba — mówi Zuza, która mieszka z rodziną w Anglii. — Dlatego po powrocie zapiszę się do polskiego harcerstwa w Anglii.
— Co nam się tutaj najbardziej podoba? Pyszna herbata! — żartują Ula, Martyna i Monika. — A tak naprawdę to obozowe życie.
Rano pobudka, następnie słanie łóżek, mycie, potem śniadanie. Na zbiórce podawany jest rozkład zajęć.
— Atrakcji jest wiele — mówi Michał Kacprowicz, który zajmuje się promocją i pełni rolę rzecznika prasowego. — Gry terenowe, olimpiady sportowe, park zabaw w Butrynach, ogniska, kominki. Uczestnicy obozu biorą również udział w wycieczkach, na przykład do Gierłoży, gdzie są ruiny letniej kwatery Hitlera, czyli Wilczy Szaniec, na Pola Grunwaldzkie, na wycieczkę statkiem po kanale Elbląskim, do kościoła w Świętej Lipce, do Olsztyna i innych atrakcyjnych miejsc na Warmii.
Na zgrupowaniu jest zawsze ktoś z gitarą, zawiązują się przyjaźnie. Ale przede wszystkim obóz w Bałdach Piecu to okazja do przebywania na świeżym powietrzu, w mikroklimacie, jaki stwarzają wysokie sosny, do kąpieli w czystym jeziorze. To zarazem nauka życia.

Harcerskie życie


Tu nauczysz się samodzielności, ścieląc łóżko, dbając o porządek w swoim otoczeniu, tu pomagasz sobie nawzajem. Możesz zdobyć sprawności, o których przedtem nie miałeś pojęcia, a które potem pomogą ci w dorosłym życiu. Czasem przeżyjesz ulewny deszcz, a czasami gwałtowną burzę. A taka miała miejsce pięć lat temu. O tym, że zgrupowanie w Bałdach Piecu jest atrakcyjne, świadczy fakt, że potem rosną harcerskie szeregi. Zapisują się do ZHP ci, którzy spędzili tutaj wspaniałe lato. Tak będzie i w tym roku. — A co teraz w naszym harcerskim życiu? — mówi Ewa Dyrda, informując, że zdjęcia z tegorocznego obozu trafią do harcerskiego pisma "Iskra" i na portal internetowy hufca.
Władysław Katarzyński

Czekamy na Wasze zdjęcia i opisy pięknych zakątków regionu, kliknij tutaj, aby dodać swój artykuł lub skontaktuj się z nami pod adresem redakcja@naszawarmia.pl.
Zobacz w naszej bazie
  • Gim

    Jezioro Gim

    Jezioro wśród Lasów Ramuckich położone około 30 km na południe od Olsztyna. Linia brzegowa dość rozwinięta. Brzegi...

Przewodniki lokalne

Komentarze (2) pokaż wszystkie komentarze w serwisie

Dodaj komentarz Odśwież

Zacznij od: najciekawszych najstarszych najnowszych

Dodawaj komentarze jako zarejestrowany użytkownik - zaloguj się lub wejdź przez FB

  1. KaeR- ciąg dalszy #1465084 | 82.37.*.* 20 sie 2014 03:18

    Ja po raz pierwszy pojechałem tam w roku 1996, nie wiem więc, skąd wziął się ten '99. Jeździłem tam w latach '96- '99 włącznie, a więc 4 lata pod rząd. Kiedyś turnusy trwały 15 lub 21 dni, pamiętam, że już w '96 roku ja, moja siostra i rodzeństwo kuzynów z Warszawy- zostaliśmy zapisani na dwa krótsze turnusy, czyli miesiąc czasu. Rok później poznałem- jak się potem okazało- najlepszego przyjaciela w moim życiu i choć mieszkał zaledwie 50 metrów od mojej kamienicy, dopiero obozowa przygoda połączyła nasze ścieżki. Za "moich" czasów nie było dalekich wypadów poza teren obozu, nawet do Butryn nie chodziliśmy; najdalej zapuszczaliśmy się do Nowej Kaletki, okrążając jezioro Gim (I klasa czystości) albo chodząc do pobliskich ośrodków wypoczynkowych na zakupy i plażę (choć i "u nas" była plaża z molo). Czasem też głębiej w las, na jagody lub gry terenowe. To miało swój niepowtarzalny klimat; jak trafiłem przed chwilą na ten artykuł, wszystkie wspomnienia powróciły i choć przebywam obecnie na emigracji, ponad 2 tysiące kilometrów od tamtego miejsca, to wszystkie obrazy stanęły mi przed oczami i na chwilę kompletnie przeniosłem się w tamte plenery, pamiętam nawet tę stołówkę, zadaszoną, ale otwartą z obydwu stron, zamykaną tylko po sezonie (tylko kuchnia i toalety, prysznice były zabudowana całkowicie). Porządny kawał przygody, żałuję, że nie mogę przeżyć tego wszystkiego raz jeszcze. Ogniska jedną, wielką gromadą, płynące przez środek namiotu potoki wody podczas burz z ulewnymi deszczami, dyskoteki na terenie stołówki, kurs pierwszej pomocy. Pamiętam też, że gdy nasmarowało się mydłem lub psiknęło dezodorantem na "dach” namiotu, ciekła tamtędy potem podczas deszczy woda.

    Ocena komentarza: warty uwagi (2) ! - + odpowiedz na ten komentarz

  2. KaeR #1465083 | 82.37.*.* 20 sie 2014 03:17

    Pamiętam warty przy bramach podobozu, najtrudniej było wstać, wyrwanym z fazy REM i siedzieć w ciemnościach 2 godziny. Pamiętam, że zwierzyna w nocy podchodziła czasem blisko, bo wyczuła pożywienie. Pamiętam wreszcie, jak z pobliskich wiosek przychodzili czasem obcy i dochodziło do bijatyk pomiędzy pilnującymi nas druhami, a nimi, były to jednak sytuacje sporadyczne, może ze dwa razy na wszystkie 4 lata- żeby nikogo nie zrazić, bo bezpieczeństwo mieliśmy zapewnione, czujność osób odpowiedzialnych na najwyższym poziomie. Wielkim pozytywem było przebywanie pod namiotami- żadne hotele, internaty, domki letniskowe nigdy nie oddadzą tego klimatu: szum drzew, spadające na brezent podczas powiewów wiatru szyszki i gałązki oraz krople deszczu dawały charakterystyczny odgłos, zapach lasu, wilgoci, rześkie powietrze, gdy zaspanym wychodziło się tylną stroną namiotu poza ogrodzenie podobozu, by “odcedzić kartofelki”. ;) Ostaniego roku byłęm już na tyle “duży”, że trafiłem do najstarszej grupy, podobóz był więc koedukacyjny, ale z podziałem na “męskie” i “żeńskie” namioty- tak wtedy było świetnie, że po skończonym turnusie, przez kolejny tydzień, kilkukrotnie dojeżdżałem tam na rowerze z Olsztyna do znajomych, którzy dołączyli w międzyczasie (jak pisałem, niektórzy byli na krótsze turnusy). Chociaż nigdy wcześniej ani później nie byłem zrzeszony w hufcu, nie zamieniłbym tamtych kilku lat wakacji na żadne ciepłe kraje, na nic innego... Pozdrawiam! :)

    Ocena komentarza: warty uwagi (2) ! - + odpowiedz na ten komentarz

Polecamy